o nas  ::  kontakt

 

Strona główna
Premiery
Zapowiedzi
Recenzje
Zwiastuny
Repertuar Kin
Imprezy
Kino Niezależne
Film Polski
Katalog Filmów

Strefa DVD
Program TV

Książki
Przegląd Prasy
 

 

RECENZJA

Śmiercionośna Ślicznotka
Kill Bill vol. 2

I tak oto po pół rocznej zwłoce (a nawet kilku „zwłokach”), doczekaliśmy się słodkiej zemsty Panny Młodej vel Czarnej Mamby vel Beatrix Kiddo na swoim byłym szefie i kochanku Billu. Czy warto było czekać?
Kontynuacja, (bo trudno tu mówić o sequelu) zaskakuje w wielu miejscach i na różnych poziomach. W przeważającej części zaskakuje pozytywnie. Przede wszystkim bardzo różni się od poprzedniczki tempem narracji. O ile pierwsza odsłona była szaleńczym, (a przy tym bardzo krwawym) sprintem, o tyle volume 2 można nazwać maratończykiem. I to maratończykiem o wiele mniej zakrwawionym. Owszem, Panna Młoda kończy, co zaczęła (jeszcze trzy nazwiska na liście), ale robi to nieśpiesznie, robiąc przy tym przerwy na liczne konwersacje, bystre spojrzenia i zniewalające uśmiechy. Mówię to bez przekąsu - Tarantinowska fascynacja Umą Thurman osiąga w „dwójce” swoje, jakże urocze apogeum.
Licznym dysputom oddają się zresztą wszyscy bohaterowie filmu. Jak to u Tarantino, „gadki” te bywają „zajebiste”- tak „o dupie Maryni” nikt w żadnym filmie nie gaworzy Tu jednak pojawia się małe zastrzeżenie. Momentami dialogi te sprawiają wrażenie niemiłosiernie przeciągniętych, jakby ich jedynym celem było wypełnić metrażową lukę. Tu odzywa się uzasadniony (i powszechny) zarzut, że „Kill Bill” powinien mieć tylko jedna odsłonę. Podejrzewam jednak (tu z kolei wbrew powszechnej opinii), że to nie naciski producentów, lecz decyzja samego reżysera spowodowała, że zemsta stała się zeeeeeeeeeemstą. Tarantino po prostu (i czuć to w każdym kadrze) rozsmakowuje się w stworzonym przez siebie świecie, a raczej w świecie własnego dzieciństwa, kiedy chłonął zawzięcie filmowe obrazy rodem z Hong-Kongu. W niemal każdym kadrze czuć ten sentyment. I fajnie. Szczególnie, że niektóre ujęcia (głównie te, gdzie widać Umę Thurman) są fantastyczne. Na oddzielne uznanie zasługuje David Carradine. Ten zapomniany aktor daje tu prawdziwy popis aktorskiej powściągliwości. Ale do tego trafnego wyszukiwania zapomnianych talentów Tarantino zdążył już nas przyzwyczaić.
Dla mnie osobiście tym, co czyni z „Kill Billa” ważną pozycję w dorobku reżysera „Wściekłych Psów” i co może nadać temu filmowi ponadczasowość, to nie sentyment Tarantina do „kina kopanego”, a właśnie fascynacja Umą Thurman, która jako Panna Młoda w finale z zabójczyni staje się matką, co jak sugeruje reżyser, jest (w sensie emocjonalnym) bardzo pokrewnym zajęciem.

Recenzja by KOS
 

 

 
 

 

 
 
 

 

Strona główna • Premiery • Zapowiedzi • Recenzje • Zwiastuny • Repertuar Kin • Imprezy • Kino Niezależne • Film Polski • Katalog Filmów   KINO DOMOWE  Strefa DVD • Program TV 
CZYTELNIA
Książki • Przegląd Prasy 
 O SERWISIE • KONTAKT • REKLAMA • Nota prawna • Agencja ACORDEON

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyring © 2001,2002,2003 eFILM MEDIARTE

Strona główna • Premiery • Zapowiedzi • Recenzje • Zwiastuny • Repertuar Kin • Imprezy • Kino Niezależne • Film Polski • Katalog Filmów  Strefa DVD • Program TV  Książki • Przegląd Prasy 
 O SERWISIE • KONTAKT • REKLAMA • Nota prawna • Agencja ACORDEON

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyring © ACORDEON Agencja Artystyczna